To już zaczyna kosztować
Choć tak mniej więcej przed rokiem problem anonimowego pomawiania i oczerniania na forach internetowych już poruszaliśmy, to jednak wracamy do niego dzisiaj ponownie, bowiem odnotowujemy coraz więcej interwencji i skarg w tej sprawie. Ludzie proszą nas abyśmy go odpowiednio nie tylko nagłośnili, ale również uświadomili wszystkim bawiącym się w ten sposób, jak można tą drogą siać nienawiść i niesprawiedliwość, no i w końcu po prostu kogoś skrzywdzić. Jak się okazuje, dla wielu mieszkańców Lubania ta kwestia już stała się bardzo bolesna. Nie będziemy wnikać w istotę tego zjawiska i nazywać pewnych rzeczy po imieniu, bo to nie czas i miejsce na takie pogłębione rozważania, ale chcemy zwrócić uwagę tym wszystkim harcownikom, którzy preferują taki rodzaj „krytyki” i narażają innych na „śmierć cywilną”, żeby najpierw zastanowili się nad sobą – swoimi zahamowaniami, kompleksami, deficytami itp. Często to w tych segmentach ich osobowości ma genezę ujawniana przez nich agresja, egocentryzm, brak obiektywizmu, czy chęć dołożenia za wszelką cenę. Zresztą nie jest to tylko problem lubański i nie tylko my w tej sprawie tak panikujemy i bijemy na alarm. Tę złą stronę internetu dostrzegł ostatnio nie kto inny jak sam guru tego środka komunikacji i twórca pojęcia „rzeczywistość wirtualna” - Jaron Lanier. Bez ogródek stwierdził, że nie podoba mu się to, co się dzieje z internetem przez ostatnie dziesięć lat. Stał się jednym z pierwszych krytyków serwisów społecznościowych, zerwał z Facebookiem, nazywając to, co się w nim dzieje „przejawem rządów umysłowego motłochu”. Mocne to słowa i oby nie były prorocze. Zanim jednak zrozumiemy krytykę tego wizjonera internetu i jakoś zracjonalizujemy oraz ucywilizujemy nasze relacje na tym polu musimy pamiętać, że takie niegodne korzystanie z tej technologii przestało także być już bezkarne i może nas słono kosztować. I nie ma w tym stwierdzeniu krzty przesady. Ostatnio we Wrocławiu miał miejsce precedensowy wyrok sądowy, w którym autorka oszczerczego anonimowego wpisu skazana została na grzywnę i koszty sądowe w łącznym wymiarze 15 tys. zł. Każdy kto chce pomawiać drugą osobę w internecie powinien więc się trochę zastanowić, bo konsekwencje, jak widzimy, są bardzo bolesne. I nie chroni tu nas, co dowodzi wyżej wspomniany przypadek, anonimowość. Dzisiaj coraz łatwiej ustalić tożsamość internauty. Jeśli nie znamy danych osoby, którą zechcemy zaskarżyć, sąd może z pomocą policji ustalić, kto nas szkaluje. Wystarczy złożyć doniesienie do prokuratury lub samemu wnieść prywatny akt oskarżenia. Co ważne, pokrzywdzony ma także prawo do wystąpienia o odszkodowanie na drodze cywilnej. W grę tu wchodzą poważne kwoty. Te ostatnie zdania są tak ku przestrodze dla tych wszystkich, którzy zbyt swobodnie hulają sobie w internecie.