Gotuje się
Przez około 20 lat odrodzonego samorządu terytorialnego nasz region był na ogół oazą stabilności i konstruktywnego dialogu między rządzącymi a opozycją czy różnymi grupami lokalnego interesu. Przynajmniej tak byliśmy postrzegani w oczach najbliższych sąsiadów ze Zgorzeleckiego, Bolesławieckiego czy Lwóweckiego, no i nie trzeba podkreślać, że wspomnianej sytuacji mocno nam zazdrościli. Bez specjalnego wnikania w szczegóły można powiedzieć, że rzeczywiście przez lata tak było, a gdy nawet zdarzały się jakieś iskrzenia tu i ówdzie, to najczęściej stawały się one pozytywnymi bodźcami do przemian a nie przekształcały się w stan jakiegoś permanentnego kryzysu. Po prostu potrafiliśmy szybko wychodzić obronną ręką z tego rodzaju zwarć. Tak bywało, ale tak już chyba niestety nie jest. Mówiąc trywialnie nie wiadomo skąd do końca się to wzięło - może przez te „nadprogramowe” wybuchy na słońcu - ale staliśmy się bardzo nerwowi i konfliktowi. I to widać na różnych polach - w relacjach międzyludzkich, na forach internetowych, ale również w lokalnej polityce. W tej ostatniej sferze jest to problem nader istotny, bowiem ma wymiar publiczny i po prostu przenosi się na całe społeczności. Teraz w większości tutejszych samorządów lub w ich najbliższym otoczeniu wrze. Najostrzej zrobiło się w Platerówce. Opozycja skupiona wokół grupy inicjatywnej, po wygraniu referendum w sprawie lokalizacji farm wiatrowych, chce teraz pójść za ciosem i odwołać wójta i całą Radę Gminy. Stosowne procedury już ruszyły. Równie gorąco zrobiło się ostatnio w Leśnej. Z otwartą publiczną krytyką obecnie rządzących wystąpił były burmistrz. Zarzucił on nowej ekipie, że bezceremonialnie szykanuje urzędników i jego zwolenników w instytucjach samorządowych. Jak próbuje się liczyć, już około 30 pracowników miało być zwolnionych lub przymuszonych do takiej decyzji. Urzędujący włodarz odparowuje, że wymaga tylko solidnej pracy a kto nie potrafi temu wymogowi sprostać, to powinien odejść. Mniej otwarty konflikt toczy się również w Lubaniu między aktualnie rządzącymi a poprzednikami. Próbuje się mu nadać charakter merytoryczny, wytaczając mniej lub bardziej poważne argumenty m.in. w sprawie finansów miasta, kierunków rozwijania gospodarki odpadami itp., choć tajemnicą poliszynela jest, że głównie chodzi o to by zdyskredytować adwersarzy. Podobnie dzieje się w Sulikowie, choć z mniejszą intensywnością. Zwolennicy ancien regim'u starają się jeszcze w sposób zawoalowany podważać kompetencje obecnych włodarzy twierdząc, że nie radzą sobie z zarządzaniem gminą. W pozostałych naszych samorządach mamy jeszcze dzięki Bogu spokój, choć z niektórych kierunków dochodzą niepokojące pomruki. Jak wiemy takie konflikty mogą przynosić różne konsekwencje. Zbawienne, jeśli toczą się o racje i dotyczą np. kierunków rozwoju, sposobów pozyskiwania pieniędzy dla wspólnoty itd., ale również destrukcyjny i paraliżujący pracę samorządu jeśli chodzi tylko o władzę, prestiż, urażone ambicje czy inne wątki osobiste, a takie właśnie najczęściej oblicze mają te zawirowania. Z tego „materiału” nie zbudujemy lokalnej kultury politycznej.